poniedziałek, 15 lutego 2016

Moja metamorfoza

Moja metamorfoza zaczęła się dawno bo w 2010 roku. Startowałam z wagi 99.9 kg i miałam 16 lat. Odżywiałam się tak samo, tylko zmniejszyłam drastycznie ilość przyjmowanych posiłków. W niecałe 5 miesięcy udało mi się zgubić ponad 30 kg. Było to zdecydowanie zbyt szybko i niezdrowo. W tym czasie uczęszczałam na zajęcia fitness oraz zumbę. Początkowo raz dziennie, później doszło do 3 godzin dziennie. Wiem ! Szaleństwo! Po tych trzech godzinach treningu nie zjadałam, żadnego posiłku, ponieważ ktoś mi powiedział, że nie wolno! Wiem, kolejne głupstwo. Po pół roku osiągnęłam wagę 63 kg i zaczęłam zwiększać ilość posiłków, a że jadłam niezdrowo to szybko zaczęłam spożywać więcej niż powinnam, tak więc efekt jojo  był tylko kwestią czasu.




Po raz kolejny zaczęłam walkę ze sobą w styczniu 2014 roku. Wtedy odpaliłam swój pierwszy skalpel. Jak to widziałam? W bardzo ciemnych barwach, ledwo dawałam radę dobrnąć do końca treningu, motywacja na poziomie minusowym. Postanowiłam, więc się starałam, a że jestem uparta to tak szybko nie dałam za wygraną!



Czym różniło się to odchudzanie? Chciałam zgubić kilogramy zdrowo, poprawić swoje wyniki i zmienić nawyki raz na zawsze. Tak, tak, tak… tak się mówi, ale jak to jest w praktyce? Bardzo ciężko. Jestem osobą, która większości produktów nie lubiła, na początku jadłam strasznie, że nawet nie chcę o tym mówić. 
W kwietniu 2014 roku wybrałam się na mój pierwszy Tydzień Metamorfoz organizowany przez Ewę Chodakowską i powiem Wam, że ten wyjazd bardzo dużo we mnie zmienił. Poznałam nowe smaki, zaczęłam jeść więcej produktów (tak, najbardziej w wyjeździe obawiałam się jedzenia, bo na treningu zawsze można zejść na bok a jeść coś trzeba :P). 







Po powrocie pełna entuzjazmu zaczęłam zmieniać swoje nawyki, ale zaraz zaraz… Przecież ja nie umiem gotować, wszystko było bez smaku i mdłe, koktajle? omlety? Nie ma mowy, nic nie wychodzi. Po 3 dniach ze łzami w oczach stwierdziłam, że to nie dla mnie, że schudnę jedząc tak jak jadłam, jednak nie poddałam się i po 2 dniach kryzysu postanowiłam zawalczyć dalej. 




Nawyki zmieniałam bardzo wolno, na początek poszło słodkie kupne musli, następnie jogurty. Szukałam tak długo takiego naturalnego, które mi będzie smakowało, aż w końcu znalazłam ( jeśli ktoś naprawdę nie może przełknąć jogurtu naturalnego radzę dodać odrobinę dżemu 100% ja tak właśnie robiłam na początku ). Kolejnym krokiem było dodanie mięsa do swojego jadłospisu, no cóż muszę przyznać, że był czas kiedy nie jadłam go praktycznie wcale, ale wiedziałam, że jest mi potrzebny tym bardziej, że ćwiczę. 
W tym czasie robiłam treningi głównie Ewki, biegałam i jeździłam na rolkach. Trzy miesiące po zmianie nawyków czyli mniej więcej w sierpniu postanowiłam zrezygnować ze studiów i iść na wymarzony kierunek- dietetykę. Kolejne szaleństwo, tym bardziej, że sama się jeszcze zmagałam z kilogramami. Przez kolejny rok jeździłam na kursy przygotowujące do rozszerzonej matury z biologii i chemii. Po mniej więcej roku moja waga osiągnęła 60 kg.





Jak zeszłam z redukcji i jak udało mi się utrzymać wagę?
Nie ukrywam, że panicznie się tego bałam tym bardziej, że planowałam swoją przyszłość z dietetyką więc miałam presję, że nie mogę po raz kolejny polec. Mniej więcej jak ważyłam 65 kg zaczęłam po woli zwiększać posiłki, tzn. np. więcej kaszy czy płatków owsianych itp. Waga cały czas spadała, a ja zwiększałam coraz więcej. Z czasem wiedziałam ile powinnam mniej więcej jeść, aby waga utrzymywała się na równym poziomie.





Łącznie moja redukcja trwała ponad rok, w tym czasie udało mi się zejść z wagi 87 kg do wagi 60kg. Przez prawie cały okres redukcji kontrolowałam czy spada mi tkanka tłuszczowa a rośną mięśnie. Pomiary analizy składu masy ciała można wykonać w klubach fitness oraz u dietetyków. Jeśli chodzi o dietę to nie miałam ułożonego jadłospisu przez żadną dietetyczkę, wszystkie posiłki komponowałam sobie sama.  Jadłam 5-6 posiłków w równych odstępach czasowych. Nie jadłam omletów i ciast bo nie potrafiłam ich robić, poza tym moje odżywianie nie różniło się wiele od teraźniejszego, jadłam po prostu troszkę mniej.






W lipcu 2015 roku mogliście przeczytać moją historię w gazecie "be active". 



16 komentarzy:

  1. Podziwiam! Zawsze się zastanawiałam jak to u Ciebie było... Zaskoczyłaś mnie tym, że rzuciłaś studia dla dietetyki (mogę wiedzieć jakie to były studia? :)) Uważam, że jest to związane z wielką odwagą! Sama nie byłabym w stanie się na tak wielki krok odważyć. Gratuluję i życzę Ci dalszych sukcesów i pogody ducha :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak to była ciężka decyzja, ale powiedziałam sobie teraz albo nigdy :P Byłam na Finansach i rachunkowości :)

      Usuń
  2. jedno. wielkie. WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOW!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. jakie programy Ewy ćwiczyłaś ?

    OdpowiedzUsuń
  4. napisz co jesz np w ciągu jednego dnia począwszy od tego jak wstaniesz skończywszy na spaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje:) To było wielkie wyzwanie, podziwiam, że się zdecydowałaś i wytrwałaś mimo wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłam do Ciebie od Ani(aniamaluje.com) i powiem krótko jedno wielkie WOW, gratulacje!!! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. z Instagrama musiałam powędrować tutaj. REWELACJA! jesteś niesamowitą motywacją:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Motywujesz do działania... Dziękuję, że się podzieliłaś swoją historią! Ja na razie walczę z odstającym brzuchem. Wyglądam na szczupłą, więc najcięższe jest odmawianie pączków, słodyczy, czipsów u znajomych. Patrzą na mnie jak na ufo. Warto jednak zawalczyć o swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję serdecznie <3 i życzę Powodzenia ! :)

      Usuń
  9. WOOOW ! :) Jestem pod wrażeniem :) odwaliłaś kawał solidnej pracy :) Podziwiam za wytrwałość i motywację oraz za samozaparcie :) Życzę Ci powodzenia na studiach :) Jesteś SUPER :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami człowiekowi brakuje motywacji albo ma inne problemy i przestaje ćwiczyć oraz dbać o siebie

    OdpowiedzUsuń